Blog
Fotografowanie to emocje a nierzadko wyrzeczenia i trudności. Opisuję tutaj swoje zmagania i okoliczności powstawania poszczególnych ujęć oraz towarzyszące temu przemyślenia.

Prezentuję pierwsze porządne zdjęcie wykonane fotopułapką. Ten typ fotografii przyrodniczej pozwala uchwycić momenty w przyrodzie, które często są niemal niemożliwe do sfotografowania przy obecności fotografa. Pozornie łatwiejsza dziedzina ale okazuje się, że wcale nie. Kadr jest z góry ustalony i musi być dobrze przemyślany, poprzedzony wcześniejszą pracą badawczą. Niezbędne jest wstępne ustalenie o jakiej porze pojawi się zwierze, w jakim punkcie planowanego kadru, skąd będzie wtedy padało światło, jak dobrać do tego parametry ekspozycji i na jaki punkt ustawić ostrość. Prezentowany kadr poprzedziły wielotygodniowe przygotowania. Pomimo tego, że cierpliwość podczas takiego fotografowania nie jest wystawiona na próbę, przygotowania bez wątpienia jej wymagają.

W drodze na żurawią zasiadkę już na samym jej początku niespodziewane spotkanie. Młody jeleń z zawiązkami poroża pożywiał się na skraju upraw rzepaku. Popatrzeliśmy na siebie przez chwilę po czym jeleń skrył się niespiesznie w pobliskim zagajniku. Ta krótka chwila wystarczyła na sfotografowanie zwierza.

Wizytując Gdynię w zupełnie innym celu niż fotografia zabrałem sprzęt by przy okazji spędzić kilka wolnych godzin na spacerze po klifach Orłowa. Nie spodziewając się napotkać niczego szczególnego sfotografowałem kilka pospolitych Wron siwych oraz równie siwą Pliszkę. Sympatyczne i wdzięczne ptaki do fotografowania.

Kolejna zasiadka typu “zobaczymy co wpadnie”. Po dość długim oczekiwaniu pojawiła się Sójka a następnie do wodopoju przyleciała samica Kosa. Gdy nie mam konkretnych planów w czasie pleneru wiem, że na brzegu rzeki zawsze się coś pojawi.

Naładowany pozytywną energią po spotkaniu z Wiewiórkami, kontynuowałem spacer wzdłuż rzeki Łeby. Zasiadłem na brzegu jednego z zakoli w oczekiwaniu aż coś nadpłynie lub nadleci. Bez szczególnych oczekiwań. W pewnym momencie, kątem oka, na przeciwległym brzegu rzeki zauważyłem jakiś ruch. Nie dalej jak 5 metrów ode mnie w korzeniach nadbrzeżnego drzewa spał sobie Bóbr. Ubarwienie jego futra tak doskonale go maskowało, że gdyby się lekko nie poruszył nie zauważył bym go. Tak siedząc nad rzeką obserwowałem jego powolne przebudzanie. W międzyczasie tuż obok mnie z trawy wyskoczyła na moment maleńka łasica. Wraz z coraz silniej świecącym słońcem i wzrastającą temperaturą gryzoń budził się z głębokiego snu. Gdy promienie porannego słońca padły na jego ciało przystąpił do porannej toalety. Po uporządkowaniu futra wyłonił się ze swojego legowiska. To był moment na który czekałem i sfotografowałem wodnego inżyniera. Po kilku kolejnych leniwych minutach bóbr zanurzył się niespiesznie w rzece i odpłyną. To kolejna opowieść o niezapomnianych chwilach z serii "Przyroda zaskakuje".

Poranne wyjście w plener bez konkretnego celu. Przejść się po parku i sfotografować co się napotka. W porze Złotej godziny pierwszym napotkanym zwierzęciem była harcująca po parkowych drzewach Wiewiórka. Paradoksalnie nie sfotografowałem do tej pory tego pospolitego gatunku. Radość tym większa, że do jednej dołączyły kolejne trzy. Dobra rozgrzewka do tego co nastąpiło w dalszej części poranka.

Na zakończenie dość udanego porannego pleneru sfotografowałem żerującego na ziemi Drozda śpiewaka. Oświetlenie kontrowe, trudne ale dające pewne szczególne możliwości. Światło lekko prześwitujące przez dziób i nogi podkreśliło delikatność tego ptaka.

W drodze powrotnej brzegiem rzeki zatrzymałem się przy tym samym drzewie, przy którym wcześniej sfotografowałem samicę Kosa. Pora przedpołudniowa, dzień całkiem ciepły a więc spora aktywność pszczół wokół okwieconego drzewa. Dobra okazja żeby "potrenować" rękę do makro. W efekcie sympatyczne ujęcie pszczoły zbierającej nektar.

Kolejny piękny wiosenny dzień poświęcony na plener wzdłuż rzeki Łeby. Za każdym kolejnym razem coraz bardziej przekonuję się o przyrodniczym potencjale tego miejsca. Pierwsze ujęcie tego dnia to samica Kosa kryjąca się pośród dopiero co zakwitłych kwiatów. Ujęcie dalekie od doskonałości ale myślę, że dość przyjemne w odbiorze.

Wciąż podekscytowany i zmotywowany wspaniałym spotkaniem z Lisem dnia poprzedniego ponownie wyruszyłem w plener. Licząc na kolejne takie spotkanie przemierzałem dobrze mi znany teren. Spodziewane rozczarowanie - Lisa nie było. Jednak w drodze powrotnej sfotografowałem przepłoszoną parę kaczek w locie. Trochę od niechcenia. Wyszło całkiem ładne ujęcie.