Blog
Fotografowanie to emocje a nierzadko wyrzeczenia i trudności. Opisuję tutaj swoje zmagania i okoliczności powstawania poszczególnych ujęć oraz towarzyszące temu przemyślenia.

Po przedzieraniu przez zaspy snieżne zaplanowany miałem odpoczynek i fotografowanie pospolitych ptaków na brzegu Rzeki Łeby. Zwabione pożywieniem sikory i inne drobne ptaki latały nerwowo i nie współpracowały zbytnio. Cierpliwość jednak popłaciła i gdy już miałem się zbierać w drogę powrotną ze śniegu, niczym duch wyłoniła się Łasica w białej szacie zimowej. Zaledwie 2m od miejsca w którym czatowałem. Zupełnie niespodziewany gość sprawił, że zamarłem na chwilę w zastanowieniu na co tak właściwie patrzę. Krótka wizyta tego najmniejszego z polskich drapieżników pozwoliła jedynie na dwa szybkie ujęcia. To był świetny dzień.

Po obfitych opadach śniegu, krajobraz przyrodniczy nareszcie zmienił się na adekwatny dla tej pory roku. Mimo trudnych warunków pogodowych postanowiłem wykorzystać przerwę między śnieżycami na mały rekonesans. Powrót na odcinek Rzeki Łeby, na którym niedawno zaobserwowałem Zimorodka zaskutkował ciekawym ujęciem... makro. Ku mojemu zdziwieniu brnąc po kolana w świeżym puchu na jego powierzchni natrafiłem na kilka okazów gąsienicy motyla, prawdopodobnie Barczatka napójka. Widok bardzo niezwykły o tej porze roku. Przyroda nieustannie zaskakuje.

Klika ostatnich tygodni nie obfitowało w jakiekolwiek spektakularne spotkania przyrodnicze. Jednakże przyroda potrafi zaskakiwać. W czasie ostatniego pleneru, który poświęciłem na poszukiwanie nowych miejscówek do fotografowania Zimorodka niespodziewanie natrafiłem na współpracujący okaz Sójki. Zdobycz tym bardziej satysfakcjonująca, że gatunek ten jest bardzo czujny i hałaśliwy, wręcz uchodzi za "system alarmowy lasu". Napotkany osobnik siedział niewzruszony na gałęzi, tuż nad moją głową i zdawał się naśladować dźwięki sprzętu fotograficznego. Miły dodatek do spotkania z Zimorodkiem w nowym miejscu.

Mroźny i słoneczny dzień, Święta Bożego Narodzenia to dobra okazja by wybrać się w plener, bardzo lokalny bo do pobliskiego parku. Napotkane stado Trznadli oraz Gili jakoś nie "współpracowało". Musiałem się zadowolić odpoczywającym na drzewie Kosem.

Ostatnie grudniowe plenery jak już dochodzą do skutku są bezowocne. Tym bardziej cieszy napotkanie i sfotografowanie czegokolwiek. Dobrze mi znany Potrzeszcz nieco uratował moje fotograficzno-przyrodnicze ego przed frustracją. Już nie raz przedstawiciel tego gatunku zapozował i sprawił mi długo wyczekiwaną radość.

Wbrew prognozom pogody poranek okazał się całkiem pogodny. Bardzo mało takich dni ostatnio. Szybkie przeplanowanie dnia pozwoliło na krótki rekonesans fotograficzny. Pora roku nie sprzyja fotografowaniu właściwie czegokolwiek. Na sam koniec pleneru natrafiłem na niepozornego ptaka rozglądającego się z jednego ze śródpolnych drzewek. Po powrocie do domu i przejrzeniu zrobionych fotografii okazało się, że pierwszy raz sfotografowałem Dzierzbę Srokosza. Ptak z wyglądu nieszczególnie ciekawy jednak słynący z makabrycznych zwyczajów: po upolowaniu zdobyczy nadziewa ją na cierń lub gałązkę pozostawiając ją sobie "na później".

Nocą nadeszły pierwsze zimowe mrozy. Stawy, na których czasem fotografuję ptaki wodne pokryły się cienką warstwą lodu. Dosłownie kilku milimetrowa tafla była już w stanie utrzymać nawet tak ciężkiego ptaka jakim jest Łabędź niemy. Bardzo śliska powierzchnia świeżo zamarzniętej wody to duże wyzwanie dla młodego ptaka. Uwieczniłem moment, w którym młody Łabędź akurat złapał równowagę. Widok ślizgającego się ptaka to dość komiczne widowisko.

Mysikrólik - Regulus regulus czyli "mały król" to najmniejszy ptak Europy. Jego małe ciało waży zaledwie ok 6 gram, jednak jego maleńkość to pozory. Z końcem lata, niektóre z nich, najedzone i przypominające kulkę tłuszczu migrują na południe Europy a nawet do Afryki. Taki dystans do przebycia przez tak mały organizm robi wrażenie. Prawdopodobnie w czasie właśnie takiej migracji udało mi się spotkać samicę tego gatunku i to w nietypowym miejscu bo na statku morskim przepływającym w pobliżu wyspy Helgoland na Morzu Północnym.

Są takie dni, że czuję kiedy zew natury woła. To takie przeczucie dzień przed planowanym plenerem, które podpowiada "to ten dzień" - jutro coś się wydarzy. Zapowiadał się gorący dzień. Niewiele czasu do zagospodarowania na fotografowanie, więc pobudka o okrutnej porze, szybka mobilizacja i już po chwili jestem nad rzeką Łebą na miejscówce, w której od lat zasiadam na zimorodki. Tym razem nawet nie zdążyłem usiąść ani się zamaskować; pierwszy Zimorodek tego dnia już siedział na zatopionym konarze. Pomimo kiepskiego światła udało się wykonać "standardowe" ujęcie z pozycji stojącej. Ruch Zimorodkowy tego dnia był znaczny, jednak żaden osobnik nie chciał przysiąść i pierwsze zdjęcie było jedynym jakie wykonałem tego dnia.

Czasu na wyjścia w plenery bardzo niewiele ostatnio. Warunki pogodowe rzadko sprzyjające. Nareszcie nadszedł jeden dzień kiedy "układ planet" stał się sprzyjający. Trochę wolnego czasu, dobre, miękkie światło. Poszedłem po nic konkretnego, co się trafi to będzie. Tak jak to przeważnie bywa w sprzyjających okolicznościach nie pojawiło się kompletnie nic. Tylko łabędzie nieme leniwie pływające po śródpolnym stawie. Jeden zapozował jak przystało na Królewskiego Ptaka.